Czego o zdrowiu nauczysz się od dzieci?

with Brak komentarzy

o zdrowiu nauczysz się od dzieci

 

Przyszło Ci kiedykolwiek do głowy, że mogłabyś nauczyć się czegoś od swoich dzieci? Założę się, że nie 🙂 Wręcz przeciwnie, to o czym myślimy w związku z dziećmi to to, czego my możemy je nauczyć, jako rodzic, nauczyciel, czy członek rodziny po prostu. Jak wychować te maluchy na wartościowych ludzi i jak wpoić im zasady i nawyki, które my uważamy za ważne. Raczej nie bierzemy pod uwagę tego, aby samemu czerpać coś od dzieci.

A ja uważam, że mogą one być wspaniałym źródłem inspiracji do zdrowszego i szczęśliwszego życia. Dlaczego? Dlatego, że wszystko co robią, robią naturalnie, podążając za swoim instynktem i potrzebami.

Zebrałam więc dziś cztery rzeczy, których, moim zdaniem, możemy uczyć się od dzieci. Przemycając kilka z ich naturalnych zachowań do naszego życia, aby odrobinę je sobie ułatwić.

Co takiego więc, dzieci robią lepiej niż my, dorośli?

 

Są ciągle w ruchu

Chyba nawet nie mając dzieci łatwo zaobserwować, że mają one ogromną potrzebę ruchu. I jest ona zupełnie naturalna. Wynika to z tego, że to właśnie podczas różnego rodzaju aktywności kształtuje się postawa, odpowiednie wzorce ruchowe i koordynacja. Dzieci zwyczajnie muszą się ruszać po to, aby prawidłowo się rozwijać.

Niestety ta potrzeba zostaje powoli w dzieciach ograniczana gdzieś w okolicach 6-7 roku życia. Kiedy to zostają “wepchnięte”, na większość dnia, w szkolne ławki. Wtedy też,najczęściej, zaczynają pojawiać się wady postawy. I to właśnie tak stopniowo ograniczana “wolność” ruchu sprawia, że w dorosłym życiu jesteśmy coraz mniej aktywni. Po prostu z wiekiem i pod wpływem coraz to nowych udogodnień, tracimy tę naturalną potrzebę.

Warto wziąć przykład z dzieci i starać się ruszać jak najwięcej i jak najczęściej. I nie chodzi tutaj o codzienne treningi na siłowni, czy w fitness klubie. Ale o taki zwyczajny, codzienny ruch, jak chodzenie, bieganie, czy choćby częsta zmiana pozycji.

Pokażcie mi dziecko, które przez kilka godzin z rzędu potrafi wysiedzieć w jednej i tej samej pozycji na krześle 😉 Dzieciaki będą się wiercić, kręcić i zmieniać pozycje nawet co dwie minuty. Wiem, że wielu rodziców potrafi to doprawdzać do szału.

Ale prawda jest taka, że jeśli my, dorośli, robilibyśmy tak częściej, nasza sprawność byłaby o niebo lepsza. A już z pewnością nie powinniśmy karcić dzieci za to, że nie potrafią usiedzieć w jednym miejscu. To bardzo dobry nawyk i nie starajmy się go dzieci oduczać. Wręcz warto do nich dołączyć i razem wiercić się, czy tarzać po podłodze. Zrobi to dobrze nie tylko waszemu ciału, ale i z pewnością głowie 😉

Inny dobry nawyk związany z ruchem, którego warto nauczyć się od dzieci to kucanie, zamiast schylania się. Jeśli macie dzieci, które potrafią już chodzić, zwróćcie uwagę na to co robią, kiedy chcą ponieść, np. zabawkę, z podłogi. Żadne dziecko nie schyla się na prostych nogach, zginając jedynie kręgosłup. Dzieci kucają, uginając kolana. Dla nich jest to zupełnie naturalne i dopiero w późniejszym wieku zaczynają się schylać. Kiedy zaobserwują, że tak robią dorośli i że być może jest to łatwiejszy sposób. Niekoniecznie jednak zdrowszy.

 

Śpią kiedy są zmęczone

O tym jak ważny, dla zdrowia, jest sen napisano już dużo. Jednak mimo, że wszyscy o tym wiemy, to właśnie sen jest tą najbardziej zaniedbaną przez wiele z nas dziedziną. Kiedy w pracy, czy w domu piętrzą się obowiązki i przeróżne zadania, to właśnie ze snu rezygnujemy najszybciej.

My, dorośli, tak. Ale nie dzieci. One doskonale wiedzą, że kiedy jest czas na zabawę, to czas na zabawę, a czas na sen to czas na sen. Kropka. I chyba każdy, kto ma dzieci wie, że nie ma nic gorszego niż zmęczone, niewyspane dziecko. Dzieci, kiedy tylko poczują się zmęczone, zwyczajnie kładą się spać. Często tam gdzie stoją.

A co robią dorośli? Kiedy zbliża się północ, zmęczenie już praktycznie nie pozwala utrzymać się na nogach, my wtedy zaparzamy szósty kubek kawy. Albo szukamy magicznego środka, wpisując w google frazy typu: “jak mieć więcej energii w ciągu dnia”, czy “jak znaleźć motywację do pracy”. Co oczywiście w żaden sposób nie pomaga. Bo zmęczony organizm potrzebuje po prostu snu. Marnujemy tylko, w ten sposób, jeszcze więcej energii i jeszcze więcej czasu, zamiast zwyczajnie się wyspać.

Kto choć raz spróbował ten wie, że po takim wartościowym wypoczynku, praca i obowiązki idą o wiele łatwiej. A rano, wyspani jesteście w stanie wykonać o wiele więcej i o wiele szybciej niż siedząc po nocach i walcząc ze zmęczeniem. Ta sama praca, a dwa razy mniej poświęconego czasu. Dlatego jeśli czujesz, że padasz z nóg i praca w ogóle nie idzie, po prostu idź spać. To tak proste, że nawet dzieci wiedzą 😉

 

Jedzą kiedy są głodne

Zdaję sobie sprawę, że kwestia jedzenia u dzieci spędza sen z powiek wielu rodzicom. Sama nie mam jeszcze dzieci, ale to co najbardziej mnie smuci, obserwując zaprzyjaźnione rodziny, to ciągłe namawianie i wmuszanie jedzenia.

A smuci dlatego, że w dzieciństwie sama byłam niejadkiem i dobrze wiem, jak takie jedzenie na siłę może być nieprzyjemne i zniechęcające. I naprawde jako ten okropny niejadek, nigdy nie zdarzyło mi się przymierać głodem tylko dlatego, że ktoś, czegoś we mnie siłą nie wcisnął. Nie. Po prostu kiedy w końcu poczułam się głodna, poprosiłam o jedzenie lub,  już w starszym wieku, wzięłam je sobie sama. I tyle.

Nie słyszałam też nigdy o dzieciach umierających z głodu bo zapomniały powiedzieć, że są głodne. Lub nie zjadły tych dziesięciu ostatnich łyżeczek za mamusię, za dziadziusia, czy za pieska. Jeśli wy słyszałyście, dajcie znać 😉

Dzieje się tak dlatego, że dzieci po prostu jedzą wtedy kiedy są głodne i kropka. Tak działa ich mózg sygnalizując głód oraz sytość. To my dorośli, uczymy je nieprawidłowych nawyków, poprzez namawianie do jedzenia, wtedy kiedy wcale tego nie chcą ani nie potrzebują. Czy też przez nagradzanie, np. czymś słodkim, za zjedzenie obiadu. Posiłek powinien sam w sobie być czymś przyjemnym, dającym nam siłę i energię, nie przykrą drogą do czegoś lepszego (słodyczy).

Zastanów się ile razy zjadłaś tabliczkę czekolady bo uważałaś, że Ci się “należy”, po tym paskudnym obiedzie składającym się z samej sałaty. Ile razy katowałaś się później treningiem bo zjadłaś zbyt dużo lub wtedy, kiedy wcale nie byłaś głodna.

Bardzo wiele problemów z odżywianiem, kompulsywnym objadaniem, czy problemów z wagą w dorosłym życiu, spowodowanych jest przez nieprawidłowe wzorce odżywiania wpojone nam w dzieciństwie.

Dlatego naprawdę warto przestać dręczyć tak dzieci o to czego nie zjadły i pozwolić im choć odrobinę zadecydować samodzielnie.***

I same też weźmy z nich przykład i jedzmy wtedy, kiedy naprawdę czujemy głód. Nie dlatego, że akurat coś dobrego stoi na stole, a przecież pół godziny temu zjadłyśmy sycący obiad. Także jeśli czujesz, że jesteś już najedzona, nie wpychaj w siebie resztki posiłku tylko dlatego, że się zmarnuje. Trudno. Dokończysz na kolację, a następnym razem nałożysz po prostu mniejszą porcję.

 

*** Nie chcę tutaj generalizować zdaję sobie sprawę, że istnieją przeróżne zaburzenia odżywiania, także u dzieci. Ale jeśli takich nie ma i waga dziecka utrzymuje się normie, nie ma ono żadnych niedoborów,  to naprawdę warto mu zaufać i podążać za jego potrzebami zamiast próbować spełniać je na siłę.

 

Wiedzą, że na wszystko jest odpowiednia pora

Może nie powinnam tego nazywać wiedzą bo wynika to raczej z naturalnego rozwoju, ale nie znalazłam lepszego określenia 😉 Już tłumaczę o co mi chodzi.

Próbowałyście kiedyś nauczyć półrocznego malucha chodzić? Albo dwulatka pisać, czy czytać? Może ktoś tam kiedyś próbował (choć mam nadzieje, że żadna z Was), ale z pewnością, mimo starań, poniósł na tym polu porażkę. Dlaczego?

A no dlatego, że zarówno w rozwoju, jak i w ogóle w całym naszym życiu, na wszystko jest odpowiedni czas. Także nie nauczysz dziecka siadać, kiedy ono jeszcze nie potrafi obracać się na boki. Ani chodzić kiedy nie umie jeszcze siadać. Oczywiście można wrzucić go w chodzik czy inne ustrojstwo, ale to niestety nie będzie pomagało, a wręcz zaszkodzi naturalnemu rozwojowi dziecka.

To dorośli, z jakichś niewiadomych powodów chcą i często starają się wszystko przyspieszać. Niech no to dziecko już wreszcie siedzi, niech zacznie w końcu chodzić, czy mówić. Nie lubimy czekać. Wszystkiego chcemy już teraz, w tej chwili. A dzieci, bardzo często dają wtedy rodzicom prztyczka w nos 😉

Obserwując rozwój dziecka, łatwo zauważyć, że na wszystko musi przyjść odpowiednia pora i muszą zostać spełnione określone warunki. Najpierw siadanie, raczkowanie, dopiero chodzenie. Najpierw uczymy się mówić, dopiero pisać. Nigdy nie jest tak, że dziecko posiądzie wszystkie te umiejętności w tym samym momencie. To raczej przyswojenie jednej, pociąga za sobą kolejne. Jedna umiejętność naraz. Po kolei.

To w dorosłych budzi się pewnego rodzaju niecierpliwość. Chcę schudnąć? Jasne, ale najlepiej 10 kg w tydzień. Chcę poprawić kondycję? Tak, ale najlepiej żeby od razu przebiec 15 km. Nie chcemy przyjąć do wiadomości, że na wszystkie te rzeczy potrzeba czasu. Nic nie wydarzy się z dnia na dzień. Oczekujemy zmiany natychmiast. A jeśli coś nam się nie udaje lub wymaga większej ilości czasu, od razu rezygnujemy i spisujemy swoje działania na straty. 

Bardzo łatwo zaobserwować to także, kiedy chodzi o kwestie zdrowotne. Uraz, kontuzja, często nie są wystarczającym powodem do rezygnacji, na jakiś czas, z treningów i skupienia się na leczeniu. Przecież mogę robić  jedno i drugie. Chodzić na rehabilitację i trenować do maratonu. No nie, nie możesz. Robisz albo jedno, albo drugie. Inaczej żadnych z tych rzeczy nie zrobisz dobrze.

Wyraźnie widać to także u mam wracających do formy po ciąży. W miesiąc po porodzie chcą wyglądać tak, jak przed ciążą. Dlatego już w połogu biegają na siłownie nie myśląc o tym,  jakie to może mieć później konsekwencje. Często kobiety z np. nietrzymaniem moczu rezygnują z terapii bo one muszą przecież schudnąć. Idą więc biegać, mimo, że to pogarsza ich objawy. A także często uniemożliwia osiągnięcie tej wymarzonej formy. Bo w organizmie została zachwiana pewna równowaga. I jeśli najpierw jej nie przywrócisz, nie ruszysz dalej.

I rozumiem, że tutaj działa pewnego rodzaju presja z zewnątrz. Lubimy siebie nawzajem oceniać i krytykować. Wytykać błędy palcami, nawet jeśli same nie jesteśmy idealne. Tylko zastanów się, czy naprawdę, od Twojego zdrowia, ważniejsze jest dla Ciebie to, co pomyśli Kaśka z sąsiedniego bloku? To nie ona będzie później zmagała się z Twoimi problemami, tylko Ty sama. Weź to pod uwagę i nie staraj się wszystkiego przyspieszać na siłę. To tylko prosta droga do frustracji i zniechęcenia.

Może to dotyczyć każdej dziedziny życia, nie tylko zdrowia. Bo tak samo jak i w rozwoju dziecka na wszystko przyjdzie odpowiednia pora, tak samo dzieje się w naszym życiu. Jest czas na budowanie formy życia, ale także czas na tworzenie nowego życia, czyli ciążę, połóg i odpuszczenie trochę swojemu ciału.

Jest czas na skupienie się na pracy, a także czas na zajęcie się rodziną. Oczywiście te dziedziny mogą się ze sobą przeplatać, jednak nigdy nie będziesz miała po 100% jednego i drugiego, w tym samym momencie. I to jest jak najbardziej w porządku!

Ten czas minie i przyjdzie pora na coś nowego. Warto to zaakceptować i dać sobie czas na przeżycie każdego z tych etapów. Jesteś wystarczająco dobra już teraz i dajesz z siebie tyle, ile w danym momencie jesteś w stanie. Na więcej przyjdzie jeszcze czas.

 

Obserwując dzieci bardzo szybko zauważamy, że niczego w ich rozwoju nie da się przyspieszyć, jeśli one same nie będą na to gotowe. A nawet jeśli coś im nie wychodzi, nie zniechęcają się tylko próbują jeszcze raz, od początku. Z takim samym zapałem jak wcześniej. Gdyby to dzieci miały brać przykład z dorosłych i po jednej nieudanej próbie rezygnować, pewnie nigdy nie nauczyłyby się chodzić czy mówić 😉

Jeśli miałabym podsumować ten artykuł jednym zadaniem, to myślę że dzieci po prostu potrafią działać w zgodzie ze sobą i swoim ciałem. Z wiekiem niestety tracimy tę umiejętność i  chyba warto postarać się ją odzyskać. Po to aby cieszyć się nie tylko lepszym zdrowiem, ale i samopoczuciem.

 

Przedstawiłam wam takie moje subiektywne obserwacje na temat tego, co możemy czerpać z rozwoju dzieci. Jestem ciekawa, czy się z tym zgadzacie, a może zaobserwowałyście coś zupełnie innego? Dajcie znać, chętnie o tym poczytam 🙂