Tu i teraz – Kwiecień 2018

with Brak komentarzy

tu i teraz okiem fizjoterapeutki

 

Ostatni post z serii Tu i teraz pojawił się chyba w listopadzie. Od tamtej pory miałam trochę mniej czasu na pisanie i każdą chwilę, która się pojawiła, wolałam wykorzystać po prostu na pisanie dla Was merytorycznych postów, które mogą przydać się wszystkim.

Nadal nie mam tego czasu zbyt wiele, jednak ostatnio zaczęło mi brakować tych wpisów, dzielenia się z Wami tym, co dzieje się u mnie. Lubię też przeglądać je sobie i porównywać z tym, co działo się na przykład rok temu, jak wiele się zmieniło. Kwiecień to także miesiąc moich urodzin, skończyłam niedawno 30 lat(!) i chyba trochę też z tego powodu zebrało mi się na takie podsumowania.

Dlatego tym razem odkładam na bok naukowe treści i zapraszam Was na kwietniowe tu i teraz.

 

Czytam…

Po pierwsze 30 dni do zmian w związku, czyli kolejna książka Edyty Zając, którą pewnie kojarzycie z jej bloga. A kto nie kojarzy koniecznie musi to nadrobić bo naprawdę warto! Pierwszą książkę Edyty, 30 dni do zmian. przeczytałam dobre kilka lat temu i kiedy tylko ukazała się kolejna, wiedziałam, że będę ją mieć.

30 dni do zmian w związku czytam powoli, jeden rozdział dziennie tak, jak radzi robić to Edyta. I choć mój związek ma się świetnie, to nie sposób nie znaleźć w książce mnóstwa wartościowych wskazówek jak to robić, aby było jeszcze lepiej. Bo to chyba o to właśnie w związku chodzi, aby dbać o naszych najbliższych wtedy właśnie, kiedy wszystko układa się dobrze, doceniać siebie nawzajem i pokazywać swoją miłość drobnymi gestami na co dzień. Tak ja to widzę <3

I choć książki jeszcze czytać nie skończyłam, to już teraz wiem, że będę do niej wracać najczęściej jak tylko się da. Raz w miesiącu (tygodniu?) losowo wybrany rozdział? Cudna byłaby to tradycja <3

Polecam z całego serca każdej z Was, jeśli tylko chcecie zadbać bardziej o ważną dla Was relację. I to niekoniecznie tę z partnerem. Książka napisana jest tak, że można wykorzystać ją także jeśli zależy nam na poprawie relacji np. z rodzicem, rodzeństwem, czy przyjacielem.

 

W ostatni weekend sięgnęłam po Ciemną stronę Tarryn Fisher. Zaczęłam czytać w niedzielny poranek. Do wieczora została mniej niż połowa. Z przerwą na obiad i spacer 😉
Ciemna strona to thriller psychologiczny, od którego nie sposób się oderwać. Czytając, zagłębiamy się nie tylko w to, co siedzi w głowie bohaterki książki, ale także we własną psychikę. Bo każdy z nas ma jakąś ciemną stronę, trzeba ją tylko odkryć.

 

Kolejna książka, którą pochłonęłam w któryś z ostatnich weekendów to Arystokratka na koniu. Jest to rzecia część PRZEZABAWNEJ sagi o amerykańskiej rodzinie Kostków z Kostki, która niespodziewanie otrzymuje w spadku czeski zamek i musi odnaleźć się w nowej sytuacji. A biorąc pod uwagę nietypowe osobowości każdego z członków rodziny oraz służby, mamy tutaj genialną tragikomedię 😉

Choć nie sądziłam, że czeska literatura to coś, co może mnie zainteresować, to chyba jeszcze nigdy w życiu nie uśmiałam się tak bardzo podczas czytania tych trzech książek. Wyraz twarzy mojego męża, który obserwował moje wybuchy śmiechu był bezcenny 😉

Polecam całą serię jeśli potrzebujecie czegoś lekkiego, w sam raz na weekend i poprawę humoru. Koniecznie zacznijcie od części pierwszej, czyli Ostatniej arystokratki bo według mnie jest najlepsza. Nawet pisząc dla Was ten artykuł miałam ochotę przeczytać wszystko jeszcze raz od początku 🙂

 

Oglądam…

Z filmami i serialami trochę mi ostatnio nie po drodze. Po świetnych Outlanderze i Opowieściach podręcznej (polecam obydwa <3), które skończyliśmy oglądać jakiś czas temu, nie znalazłam nic co by mnie wciągnęło. Jedno, co pozostaje niezmienne, to coniedzielny poranek z oglądaniem Chirurgów, taki mój mały rytuał już od kilku dobrych lat. Może Wy polecicie coś wartego obejrzenia na pochmurne wieczory?

 

Pracuję nad…

Tworzeniem strony z ofertą. Wstyd mi, że ciągle jeszcze takiej nie mam, a wiem, że bloga czytają także moje polskie pacjentki mieszkające w Norwegii. Dlatego powoli staram się taką stronę stworzyć, ale wiecie, jak to jest. Zawsze są rzeczy ważniejsze, a dłubanie na stronie to ostatnie, na co mam ochotę po całym dniu. Dlatego idzie mi to dość wolno, jednak mam nadzieję, że uda mi się ją niedługo skończyć i będę mogła odetchnąć z ulgą.

 

Uczę się

Nie powiem chyba nic nowego, jeśli napiszę, że cały czas uczę się norweskiego. Mój kurs dobiega końca i przygotowuję się do egzaminu, który będzie już pod koniec maja. Z jednej strony cieszę się, że to już prawie koniec, a także ze wszystkiego co w tym czasie osiągnęłam. Z drugiej z kolei trochę mi szkoda, że to już i trzeba będzie się pożegnać z grupą i osobami z którymi spędzałam praktycznie każdy dzień przez prawie rok. Trzeba jednak ruszyć dalej.

 

Czekam na…

Wyjazd do Polski. A ten już w maju. Ostatni raz rodzinę odwiedziliśmy w styczniu i od tamtego czasu zdążyłam już się trochę stęsknić. Zwłaszcza, że takie wyjazdy mijają zwykle zbyt szybko i nigdy nie wystarcza czasu, aby spotkać się ze wszystkimi i zrobić wszystko to, co zaplanowane.

Tym razem jednak chciałabym poświęcić ten czas głównie na odpoczynek i spędzanie czasu z rodziną i znajomymi. Podczas naszych wyjazdów zwykle mamy mnóstwo spraw do załatwienia i większość czasu spędzamy na bieganiu po urzędach, lekarzach i załatwianiu innych mniej lub bardziej istotnych spraw.

A tego pośpiechu i ciągłego “ogarniania” bardzo nie lubię. Po powrocie zawsze czuję się bardziej zmęczona niż przed wyjazdem i za każdym razem żałuję, że znów skończyło się tak samo. Tym razem ma być inaczej.

Podczas naszego urlopu, w Norwegii mamy dwa długie weekendy i będąc na miejscu pewnie wykorzystalibyśmy je na odpoczynek lub jakiś krótki wyjazd. I tak właśnie zamierzam potraktować ten wyjazd do Polski. Ma to być urlop i czas na relaks z minimalną ilością obowiązków i spraw do załatwienia.

 

Cieszę się z…

Z tego, że w końcu udało mi się nauczyć jeździć na desce! Choć jazdą bym tego jeszcze do końca nie nazwała, ale jest to już jakiś krok do przodu. Na stoku spędziliśmy jeden z marcowych weekendów, a później wybraliśmy się znów na Wielkanoc. Pomimo trudnych początków bawiłam się świetnie i wiem, że nasza przygoda z deską nie skończy się na jednym sezonie.

Cieszę się z tego tym bardziej, że nauka jazdy na nartach lub desce była jednym z moich celów do zrealizowania przed 30stką. Udało mi się to osiągnąć tydzień przed urodzinami 🙂 Tak chyba działa siła zapisywania swoich celów 😉

 

Potrzebuję…

Zmiany. Może nowa fryzura? Odświeżenie garderoby? Wiosna zawsze mocno nastraja mnie do takich zmian i mam potrzebę, aby dodać sobie trochę świeżości. nie tylko w wyglądzie, ale także w moim otoczeniu. To wiosną najczęściej zabieram się za porządki, których szczerze nie znoszę, ale ten czas rządzi się swoimi prawami. Wtedy właśnie mam ochotę sprzątać, układać, tworzyć coś nowego. Za mną już małe przemeblowanie i kilka zmian w mieszkaniu. Czas skupić się teraz na sobie.

 

Dziękuję za…

Tak naprawdę za wszystko. Za to, że w końcu przyszła do nas wiosna. Za to że mogę mieszkać w pięknym miejscu, w którym codziennie doświadczam tego jak piękny jest nasz świat i natura Za cudowne znajomości i przyjaźnie, które się tworzą. Za cudownego męża. Za to, że jesteśmy zdrowi. Zwyczajnie dobrze mi z tym, co mam.

 

Cieszę się, że wróciłam do pisania postów z serii tu i teraz. Sprawia mi to ogromną przyjemność i miło po kilku miesiącach spojrzeć na to, jak wyglądał ten nasz czas i może wyciągnąć z tego jakieś wnioski? Dajcie znać jak wygląda Wasze kwiecień <3