Tu i teraz – listopad 2017

with Brak komentarzy
tu i teraz listopad 2017
Fot. Jest Rudo

 

Ostatnie dwa miesiące minęły mi tak szybko, że nawet nie zorientowałam się, że już prawie mamy grudzień! W październiku zabrakło mi niestety czasu na napisanie „Tu i teraz”. Choć szkic postu cały czas wisi na blogu i zastanawiałam się, czy nie wrzucić go z lekkim opóźnieniem lub połączyć z listopadowym, zrezygnowałam. Chyba jednak nie o to w idei tych postów chodzi. Mają one podkreślać to co dzieję się w naszym życiu w tej chwili, tu i teraz właśnie, i publikowanie go po czasie nie miałoby sensu.

Dzisiejsze podsumowanie także, o mało co, by się nie pojawiło. Nie należę do osób, które lubią narzekać i użalać się nad sobą, ale szczerze przyznam, że listopad lekko dał mi kość 😉  Mnóstwo pracy, obowiązków, kilka nieprzewidzianych zdarzeń, które wymagały szybkiej interwencji, choroba, która na ponad tydzień wyłączyła mnie z życia, nadrabianie zaległości oraz zbliżający się egzamin i mogę uznać ten miesiąc za „udany”.

Ale powoli wracam do „normalności”, ogarniam zaległe sprawy blogowo-życiowe i, rzutem na taśmę, zapraszam Was na listopadowe tu i teraz 🙂

 

Czytam…

Jeśli czytałyście wrześniowe tu i teraz to możecie wiedzieć, że ubolewałam wtedy nad ilością przeczytanych (a raczej nieprzeczytanych) książek i brakiem czasu na to. Tym razem udało mi się z czytaniem trochę poszaleć (chorowanie ma też swoje dobre strony 😉 ) więc mam dla Was kilka ciekawych poleceń.

Pierwsza z nich to „Chcieć mniej” napisana przez Kasię Kędzierską, którą możecie znać z bloga Simplicite. Jest to książka o minimalizmie, ale napisana w bardzo przystępny i dostosowany na nasze realia sposób. I o ile Kasia oczywiście przekonuje do ograniczenia posiadanych rzeczy, tłumacząc jaki mają one na nas wpływ, to nie ma tutaj mowy o namawianiu do wyrzucenia kompletnie wszystkiego. Bardzo podoba mi się podejście Kasi i próba dostosowania minimalizmu do siebie, a nie siebie do minimalizmu. Bo choć sama idea jest mi bardzo bliska, to do skrajności jednak mi daleko. I jeśli do szczęścia wystarczą mi dwie pary butów na sezon, a podkład do twarzy mam jeden, ale taki na prawdę dobry to np. wiem, że z posiadania półek pełnych książek nie zrezygnuję raczej nigdy 🙂 Mój minimalizm w tej kwestii polega jednak na tym, że nie mam potrzeby posiadania każdej książki jaką tylko mogę mieć. Chcę mieć w swojej biblioteczce tylko te książki, które mają dla mnie jakieś znaczenie lub te, o których wiem, że będę do nich wracać.

Także jeśli minimalizm kojarzy się Wam z wyrzuceniem wszystkiego co macie w domu i ograniczenia się tylko do np. 100 odgórnie wybranych rzeczy to koniecznie sięgnijcie po „Chcieć mniej”. Gwarantuję, że ta książka zmieni Wasze podejście do tematu 🙂

 

Kolejna pozycja, którą chcę Wam polecić, jest również napisana przez blogerkę. Książka to „Życie zero waste” Kasi z bloga Ograniczam się. Kasia w bardzo obrazowy sposób przedstawia nam jaki wpływ, na naszą planetę i nasze życie, mają góry śmieci, które wytwarzamy na co dzień. Tak bardzo obrazowy, że teraz wszędzie, na około widzę PLASTIK! Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkie zagrożenie stanowi np. pakowanie wszystkiego, co tylko możliwe, w foliowe torebki. Cały czas widuję w sklepach ludzi, którzy potrafią każdy pojedynczy nawet (!) owoc, czy warzywo pakować w osobny woreczek. A jedna taka reklamówką rozkłada się później przez tysiące lat… Oprócz wielu cennych informacji, w książce znajdziecie także mnóstwo porad Kasi na temat tego jak w prosty sposób wprowadzić zero waste do swojego domu. Polecam  każdemu choćby po to, aby nieco otworzyć oczy na to co dzieję się dookoła nas i przyjąć w końcu do wiadomości, że sami jesteśmy odpowiedzialni za świat, który tworzymy. 

 

Trzecia książka nadal pozostaje w tematyce ograniczania. Tym razem będzie jednak o otaczającej nas, ze wszystkich stron, technologii. Chyba nie ma w okół nas osoby, która w jakiś sposób nie byłaby z nią połączona. Telefony towarzyszą nam w każdej, nawet najbardziej intymnej sytuacji w życiu, internet i social media to coś bez czego nie wyobrażamy sobie życia. Susan Maushart, amerykańska dziennikarka postanawia, wraz ze swoimi dziećmi, na pół roku odciąć się od technologii. Pół roku bez telefonu, komputera, gier, internetu i telewizji. Cały przebieg eksperymentu i to jaki miał on wpływ na całą rodzinę opisała w książce „E-migranci. Pół roku bez internetu, telefonu i telewizji”. Dla mnie ta książka, to taki must read dla każdego współczesnego człowieka. Bo chyba nikt z nas nie zdaje sobie z prawy z tego, że nowoczesne technologie, mimo wielu wspaniałych udogodnień, mają na nas ogromny wpływ I czasem warto, choć na chwilę, po prostu się odłączyć. 

 

Nie myślcie sobie jednak, że jedyne co czytam to tylko książki rozwojowe i poradniki 🙂 Nie jestem jedną z tych osób, które jeśli już czytają to tylko „mądre” książki. A dobrym kryminałem nie pogardzę nigdy. I tak poza pozycjami, które polecam Wam wyżej, w listopadzie zaczytywałam się sagą Camilii Lackberg. Za mną kolejne dwie części: „Syrenka” oraz „Latarnik”, a w tej chwili jestem w trakcie „Fabrykantki aniołów”. Nie będę tutaj zdradzać wiele na temat fabuły, ale jeśli lubicie kryminały to czystym sumieniem polecam <3

 

Słucham…

Obecne tu i teraz będzie zdominowane przez książki. Ale cóż, czasem i tak bywa 🙂 Jeśli chodzi o moje polecenia do posłuchania, to znów będą to książki, a dokładniej audiobooki. W listopadzie bardzo dużo się przemieszczałam samochodem, wróciłam też do codziennych spacerów, a i miałam mnóstwo zajęć nie wymagających „używania” głowy. Cały ten czas wypełniłam sobie słuchaniem audiobooków.

Moim okryciem miesiąca jest aplikacja na smartfony, Storytel, w której znajdziecie mnóstwo, przeróżnych książek do odsłuchania. Sama trafiłam na, nieznaną mi do tej pory, serię komediowo-kryminalną o Agathcie Rasin, emerytce, która postanawia zabawić się detektywa i próbując rozwiązać zagadki przeróżnych morderstw, wciąż wplątuje się w tarapaty. Nie jest to może literatura wysokich lotów, ale do domowych porządków sprawdzi się w sam raz 😉 Ja wciągnęłam się na tyle, że hurtem przesłuchałam 4 (!) z kilkunastu dostępnych części. Jeśli kojarzycie i lubicie Pannę Marple z książek Agathy Christie, to z pewnością może być to coś dla Was 🙂

 

Oglądam…

W kwestii filmów i seriali, nie mam Wam za wiele do polecenia. Nie miałam zbyt wiele czasu na oglądanie czegokolwiek. Jedyny serial, który towarzyszy mi niezmiennie od dobrych kilku lat, to „Chirurdzy”. I choć wiele osób narzeka na spadek jakości, to to już taki mój co tygodniowy rytuał, że każdy niedzielny poranek zaczynam od obejrzenia nowego odcinka. Teraz niestety Chirurdzy udali się na zimową przerwę, a ja czekam z niecierpliwością na powrót. Zwłaszcza po zakończeniu ostatniego odcinka, które zaserwowali nam twórcy! Kto oglądał ten wie 😉

Poza tym czekam na drugi sezon „The Crown”, który startuje już w przyszłym tygodniu.

I oczywiście planuję maratony świątecznych filmów, które mam zamiar bezkarnie oglądać przez cały grudzień. Ku ubolewaniu mojego M. 😉

 

Uczę się…

Do egzaminu z języka norweskiego. Nauka pochłania mi teraz mnóstwo czasu, ale uparłam się, że nauczę się tego języka w możliwie jak najszybszym czasie i chyba całkiem nieźle mi to wychodzi. Po trzech miesiącach kursu, od poniedziałku wskakuję na poziom B1 i jestem z siebie niesamowicie dumna, że w tak krótkim czasie udało mi się osiągnąć tak wiele. Duża w tym zasługa szkoły językowej na którą w końcu się zdecydowałam i wspaniałej nauczycielki do której trafiłam.

Wiem, że mieszkanie za granicą i codzienny kontakt z językiem to ogromne ułatwienie i bardzo jestem za to wdzięczna. Rozmawianie po norwesku staje się dla mnie coraz bardziej naturalne, bardzo rzadko zdarza mi się, że muszę ratować się angielskim, a wręcz o wiele swobodniej czuję się rozmawiając po norwesku niż angielsku!

Także trzymajcie kciuki, żeby egzamin poszedł mi dobrze bo od tego zależy sporo zmian w moim życiu zawodowym 🙂

 

Czuję się…

Z jednej strony zmęczona, a z drugiej bardzo zmotywowana do pracy. Nie wiem skąd takie skrajności, ale chyba wynika to z tego, że ostatnio byłam dosyć przytłoczona różnymi zobowiązaniami przez co zabrakło mi czasu na pisanie i zajmowanie się blogiem. Bardzo mi tego brakowało i przez pierwsze dwa tygodnie listopada starałam się szukać tego czasu na siłę. A to kończyło się jeszcze większym zmęczeniem i frustracją że z niczym się nie wyrabiam, a i do pisania nie mam kompletnie głowy. Dopiero kiedy odpuściłam i na kolejne dwa tygodnie zostawiłam bloga i wszystko, co z nim związane, nagle pojawiło się mnóstwo nowych pomysłów i rozwiązań. Także pamiętajcie, że czasem nie ma sensu siłować się z rzeczywistością, warto coś odpuścić, żeby znaleźć czas na coś innego. Ja sama o tym zapomniałam i cały czas wpędzałam się w poczucie winy, a to tylko pogarszało sytuację.

 

Pracuję nad…

Planami na rozwój bloga i mój własny w nadchodzącym roku. Mam w głowie mnóstwo pomysłów, ale na razie nic Wam nie zdradzę. Na pewno w kilku sprawach będę się z Wami konsultować, także stay tuned 🙂 Już nie mogę się doczekać, żeby zacząć działać i wprowadzać nowe pomysły w życie!.

 

Chciałabym…

Przeżyć grudzień w rytmie „slow”. Ale takim na prawdę „slow”. Chyba potrzebuję tego po ostatnich, intensywnych miesiącach. Chcę skupić się jedynie na najważniejszych kwestiach w pracy, a w pozostałym czasie zająć się przygotowaniami do świąt, które będą naszymi pierwszymi spędzonymi we dwoje, ponieważ niestety nie lecimy na Święta do Polski. Tym bardziej chcę skupić się na wspólnych przygotowaniach, dekoracjach, spędzaniu czasu razem i zajmować się tym co lubię najbardziej. Czyli blog, spacery w śniegu i podziwianie świecących lampek, wieczory filmowe pod kocem, spotkania ze znajomymi. A poza tym mnóstwo dobrego jedzenia, jeszcze więcej książek, codzienne ćwiczenia i taki zwykły, ludzki odpoczynek 🙂

 

Czekam na…

Środowy wypad do kina na „Listy do M 3”. Moje norweskiego miasto, w którym mieszkam, uwielbiam za wiele rzeczy, a między innymi za to, że daje nam możliwość obejrzenia, co jakiś czas, polskiego filmu na dużym ekranie. Dla wielu osób może się to wydawać niczym wielkim, sama w przeszłości rzadko kiedy wybierałam się na polskie filmy do kina. Ale usłyszenie swojego języka, kiedy mieszka się za granicą to na prawdę coś miłego i pieknego i zrozumieją to tylko Ci, którzy mieli okazję pomieszkać w innym kraju 🙂

 

Tęsknie za…

Trochę za Polską i rodziną. Na co dzień jakoś nie odczuwam braku nieograniczonego kontaktu z bliskimi, mamy przecież telefony, internet. I choć to nie to samo co osobisty kontakt to sami rozumiecie. Ale teraz, w okolicy Świąt, kiedy już stało się jasne, że do Polski nie polecimy, zrobiło się jakoś smutno.

Nie załamuję się jednak, bo wyjazd odkładamy na początek nowego roku i nadrobimy wszystko z nawiązką 🙂

 

Dziękuję za…

W tej chwili najbardziej jestem wdzięczna za mojego M., który jest dla mnie ogromnym wsparciem. A w tym wymagającym ostatnio czasie bez słowa skargi przejął wszystkie okołodomowe obowiązki i znosił moje codzienne humory 😉

 

Mam nadzieję, że Wasz listopad upłynął w miłej i spokojnej atmosferze. Dajcie znać co fajnego wydarzyło się u Was i odczarujcie trochę ten ponury miesiąc 🙂