Tu i teraz – Sierpień 2017

with 1 komentarz

tu i teraz sierpień 2017

 

Ostatni wpis z serii “Tu i teraz” pojawił się w kwietniu i trochę mi wstyd, że tak to zaniedbałam. Ostatnie miesiące były dla mnie dość intensywne i chyba widać to na blogu, na którym hula wiatr…

Ale nie ma co narzekać, trzeba brać się do roboty i cieszyć tym co jest 😉  Liczę na to, że teraz będzie już tylko lepiej. A tymczasem, po długiej przerwie, zapraszam Was na sierpniowe tu i teraz.

 

Czytam…

Ginekologów” Jurgena Throwalda. Czytam i jestem jednocześnie zachwycona i przerażona. Zachwycona samą książką i twórczością Thorwalda, tym jak przedstawia on historię medycyny, a przerażona tym, co musiały znosić kobiety w czasach, kiedy medycyna kobieca dopiero raczkowała, a wręcz nie było jej wcale. Myślę że to taki must read dla każdego, choćby dlatego, aby docenić to jak medycyna wygląda obecnie i jak daleko zaszliśmy w ciągu tych kilku stuleci. Setki kobiet przeżywały horror, a pozostałe traciły życie podczas brutalnych eksperymentów i to im, w dużej mierze, zawdzięczamy to, co mamy obecnie.

 

Oglądam…

W wolnych chwilach nadrabiam najnowszy sezon Gry o tron i jestem nim tak pochłonięta, że z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki. Ten sezon jest, według mnie, rewelacyjny, a ja z emocji dosłownie obgryzam paznokcie podczas oglądania 😀

 

Uczę się…

Nadal norweskiego, ale teraz już tak na poważnie. Do tej pory uczyłam się sama w domu, a od poniedziałku chodzę na kurs i to bardzo intensywny, bo zajmuje mi on trzy godziny codziennie i prowadzony jest tylko po norwesku.  Wymaga to sporej dawki energii i czasu przede wszystkim, ale chcę się w końcu konkretnie przyłożyć do nauki i zacząć swobodnie rozmawiać. Samodzielna nauka w domu jest jak najbardziej możliwa i warto to robić (chyba jestem tego niezłym dowodem bo z poziomu kompletnego zera udało mi się z miejsca dostać na kurs na drugim poziomie zaawansowania ;)) to jednak nie zastąpi to kontaktu z “żywym” człowiekiem.

 

Pracuję nad…

Stroną w wersji angielskiej. Wstyd się przyznać, ale do tej pory nie miałam strony dla moich norweskich pacjentów… Pisanie po angielsku niestety zajmuje mi o wiele więcej czasu i chyba dlatego tak ciężko było mi się za to zabrać. A widząc odzew z Waszej strony wiem, że warto. Narazie wystartował sam fanpage, strona jest ciągle w budowie i mam tylko nadzieję, że przy takim ograniczeniu czasowym, jakie mam obecnie, uda mi się to wszystko dokończyć jeszcze w tym stuleciu 😀

Poza tym planuję stworzyć dla Was serię wpisów o rozejściu mięśni prostych brzucha. Taki poradnik krok po kroku, od czego zacząć gdzie się udać, na co zwrócić uwagę. Po Waszych wiadomościach obserwuję, że temat jest bardzo potrzebny. Chciałabym, żeby cały wrzesień na blogu poświęcony był rozejściu właśnie, ale nie chcę Wam niczego obiecywać bo nie mam pojęcia, czy się wyrobię. I przypominam, że cały czas czekam na pytania od Was w tym temacie. Jeśli coś jeszcze zaprząta Wam głowę, to najlepszy moment, aby mi o tym napisać.

 

Potrzebuję…

Dopasować mój plan dnia do nowych okoliczności. Jako, że kurs norweskiego zagarnął mi teraz czas, który zwykle poświęcałam na bloga, muszę wygospodarowac go teraz w innym terminie. Samodzielna nauka również zajmowała czas, ale raczej nigdy nie było go aż tak dużo i tak intensywnie. Trzy godziny to bardzo dużo, do tego dochodzą jeszcze zadania domowe i dodatkowa nauka w domu, także wbrew pozorom jest tego sporo. A pracować i spędzać czas z mężem też trzeba 😉

 

Chciałabym…

Ogarnąć w końcu Instagram i insta stories. Mam mnóstwo pomysłów na to, co mogę Wam tam pokazać, ale z ich wykonaniem ciągle mi jakoś nie po drodze. To co najbardziej mi w tym przeszkadza to chyba moje podejście do mediów społecznościowych i czasu, który w nich spędzam. Wiem, że bardzo szybko mogą one człowieka pochłonąć, a tego bardzo staram się unikać. Prowadzenie bloga i tak wymaga spędzania ogromnej ilości czasu w internecie i staram się ograniczać go do minimum. W końcu gdzieś, tam na zewnątrz, podobno też jest życie 😉

Choć bardzo lubię oglądać instastories moich ulubionych blogerek, to sama nie należę do osób, które chętnie dzielą się wszystkim tym,  co się u mnie dzieje. Dlatego też nawet jeśli wydarzy się coś, co chciałabym Wam pokazać, to najczęściej zwyczajnie zapominam wtedy o wyjęciu telefonu 😉 No, nic będę musiała te moje wewnętrzne sprzeczności jakoś pogodzić.

Od dawna po głowie chodzą mi także live’y na facebooku, ale takie wystąpienia to dla mnie totalna nowość i ciągle brakuje mi odwagi. Jeden film mam już za sobą i choć nie obyło się bez drobnych wpadek, to chyba poszło mi całkiem dobrze. Był to gościnny “występ” na facebookowej grupie Muzyczny świat dziecka, w którym opowiadałam o korzyściach z aktywności w czasie ciąży. Zarówno dla mamy jak i dla dziecka. Jeśli jeszcze go nie widziałyście to tutaj macie link. Chętnie dowiem się co sądzicie i czy macie ochotę na więcej tego typu akcji, a także o czym ewentualnie chciałybyście posłuchać. Może to bardziej zmotywuje mnie do działania.

 

A jak wygląda Wasze tu i teraz?

  • Ciekawy wpis. Takie podsumowania dają motywację do działania i pokazują nam co osiągnęliśmy a co jeszcze przed nami.. Trzymam kciuki! 🙂