Tu i teraz – Styczeń 2017

with 29 komentarzy

tu i teraz okiem fizjoterapeutki

 

Moja przygoda z blogowaniem trwa już kilka miesięcy i muszę przyznać, że jest to bardzo satysfakcjonujące zajęcie. Zwłaszcza, kiedy widzę coraz większe zainteresowanie tematami, które poruszam. Ale pomimo, że bardzo mnie taka sytuacja cieszy, to zaczęłam zastanawiać się nad tym, czego mi w tym moim miejscu brakuje. I doszłam do wniosku, że brakuje trochę więcej mnie samej 🙂

Sama czytając przeróżne blogi, lubię wiedzieć kto jest po drugiej stronie, poczuć, że znam tę osobę trochę lepiej, dowiedzieć się jakie ma poglądy w sprawach nie tylko związanych z tematyką bloga. Nie mówię tu o żadnych szczegółach z życia osobistego, ale zbytnia anonimowość może jednak trochę odstraszać.

I właśnie złapałam się na tym, że takiej otwartości zabrakło na moim własnym blogu. Jako, że daleko mi do osoby, która dzieli się z całym światem każdym swoim krokiem, myślałam intensywnie nad tym, jak to dobrze rozegrać. Tak, aby było to z korzyścią dla Was i nie kolidowało za bardzo z moją potrzebą prywatności.

Zainspirowana Kasią z bloga Worqshop i jej serią wpisów „Tu i teraz”, postanowiłam wypróbować ten pomysł na sobie 🙂 stosując pewne słowa – klucze, będę starała się przemycić Wam w tych wpisach trochę więcej mnie i mojej codzienności. Mam nadzieję, że taki pomysł Wam się spodoba!

A teraz zapraszam już na moje pierwsze, styczniowe Tu i teraz 😃

Czytam…

Pewnie tego nie wiecie, ale czytam bardzo dużo. Uwielbiam to i nie ma dla mnie lepszego relaksu niż czas z książką 😃 W tej chwili mam na tapecie dwie pozycje. Pierwsza z nich, związana z moją pracą zawodową, to „Skazany na biurko” Kellego Staretta. Jest to książka w bardzo dobitny sposób pokazująca, jaki wpływ ma na nasz organizm ciągłe pozostawanie w bezruchu. Mimo, że większość informacji w niej zawartych już znałam wcześniej, to fajnie przeczytać to w tak usystematyzowanej formie. Polecam wszystkim, tym, którym siedzący tryb życia zaczyna powoli doskwierać i chcieliby coś z tym zrobić.

Przyznam Wam się teraz, że mam mały problem z rozgraniczaniem pracy od czasu wolnego. Często łapię się na tym, że nawet w ramach odpoczynku czytam książki związane z moją pracą, czy rozwojem osobistym. I pomimo, że nie jest to zajęcie wymagające nie wiem jak dużego wysiłku i sprawia mi to dużą przyjemność, w pewnym momencie, taki przesyt nowych informacji. zaczął mnie męczyć. Dlatego jednym z moich postanowień na ten rok, jest zakaz czytania książek branżowych wieczorami i w weekendy 😃 Ten czas zarezerwowany jest na lekkie lektury, czasem wręcz odmóżdżające 😃 Książką, która zajmuje mi więc ostatnie wieczory, jest „Plan” Patrycji Gryciuk. Czytałam o niej wiele pozytywnych opinii więc postanowiłam w końcu sprawdzić, o co tyle szumu. Jestem dopiero na początku, ale niestety trochę mnie rozczarowała. Nie mogę znieść infantylności głównej bohaterki, ale wciąż czekam na te, ponoć genialną, intrygę i dlatego dam jej jeszcze szansę 😃

Oglądam…

Mój, od lat, ulubiony serial – „Chirurdzy” (swoją droga, czy jest tu jeszcze ktoś, kto tak samo jak ja namiętnie nadal ogląda ten serial? ;)) ma zimową przerwę, więc musiałam znaleźć sobie jakieś zastępstwo. Padło na genialny serial Netflixa „The crown”. Opowiada on o losach brytyjskiej monarchi, zaczynając od objęcia tronu przez królową Elżbietę II.  Nie jest to jednak typowa biografia, ale serial pokazujący życie rodziny królewskiej od tej drugiej strony, ich dylematy i osobiste przeżycia. I pomimo, że nie ma w nim jakiejś porywającej fabuły, to nie sposób się oderwać!

Uczę się…

Norweskiego. Bo nie wiem, czy wiecie, ale od kilku miesięcy mieszkam w Norwegii właśnie. Po przyjeździe zaczęłam naukę bardzo intensywnie, ale od czasu świątecznego zamieszania i wyjazdu do Polski, trochę odpuściłam i mam wrażenie, że zaczynam wszystko od początku. Czas wziąć się w garść i wrócić na dobre tory bo jednak sama znajomość angielskiego nie zawsze jest wystarczająca.

Czekam na…

Straszną, norweską zimę! No bo gdzie ta zima, ja się pytam?! Nie ma to jak przeprowadzić się prawie pod biegun, a ona bezczelnie do Polski sobie poszła. Może i nie mieszkam w tej najchłodniejszej części Norwegii, ale jednak jakaś namiastka by się przydała. 😉 Po kilku ostatnich latach, kiedy polska zima jakoś nie chciała zaskoczyć, marzę o tych wielkich mrozach i zaspach śniegu! I zjeżdżaniu na sankach 😉 No dobra trochę tego śniegu mamy , ale nie jest to jakaś przerażająca ilość. I umówmy się: -5 to nie jest jakiś straszny mróz.

Pracuję nad…

Stety niestety, jestem jedną z tych osób, która nie lubi mówić o tym, czym obecnie się zajmuję dopóki nie będzie to gotowe do wystawienia na świat. Większość mojego wolnego czasu pochłania jednak praca nad blogiem, poznawanie tego całego, internetowego świata. Ale z pewnością na bieżąco będziecie mogli obserwować efekty mojej pracy 😃

Planuję…

Zająć się w końcu przygotowaniami do mojego wesela (tak mojego!). Termin coraz bliżej, a jak do tej pory, moje zainteresowanie, tematem, jest godne pożałowania… Nie chcę tego nawet teraz bardziej rozwijać, może innym razem 😉

Czuję się…

Zmotywowana do jeszcze większej pracy. Pozytywny odbiór bloga, Wasze komentarze i wiadomości utwierdzają mnie, że to co robię ma jednak jakiś sens. A to daje ogromnego kopa do działania! Chcę jeszcze więcej robić, jeszcze więcej się uczyć po to, żebym miała Wam coraz więcej do zaoferowania. Dziękuję Wam za to!

Chciałabym…

Wznieść mój norweski na taki poziom, który pozwoli mi na komunikację trochę bardziej zaawansowaną niż rozmowa w osiedlowym sklepie 😉 Wiem, ze przede mną jeszcze długa droga, ale chciałabym trochę odważniej zacząć rozmawiać w tym języku. Czasem myślę, że byłoby mi chyba łatwiej, gdybym nie znała angielskiego. Zbyt często „wysługuję” się tym językiem zamiast trenować mój norweski. No, ale jeszcze wszystko przede mną!

Jestem wdzięczna za…

Ten wpis chyba będzie już tak krążył koło moich norweskich dylematów 😉 Bo w tej chwili, najbardziej jestem wdzięczna za moja decyzje o wyjeździe do Norwegii. Mimo, że nie wszystko poszło tak, jak na początku zakładałam, to ciesze się, że się na to zdecydowałam. Minęło dopiero kilka miesięcy ale już w tak krótkim czasie widzę jak wielu nowych rzeczy się nauczyłam, jak zmieniło się moje podejście do pewnych spraw. I choć życie w obcym kraju jest o wiele trudniejsze, kiedy zwykła wizyta w banku wymaga większych przygotowań i stresu, to i tak nie żałuję. Nie mam pewności, czy może za kolejne pół roku nie będę marzyła o powrocie do Polski, ale narazie o tym nie myślę. Jeśli tak będzie, po prostu wrócę i wcale nie będę miała sobie tego za złe. Wiem, że żałowałabym o wiele bardziej, gdybym nie spróbowała. A mieszkanie w takim miejscu jak na zdjęciach poniżej – 2 minuty piechota od największego jeziora w Norwegii! – tylko mnie w tym utwierdza 😃

 

tu i teraz norwegia okiem fizjoterapeutki

 

dsc_0666

 

No i gdyby nie moja przeprowadzka możliwe, że nie byłoby tego bloga! Który powstał z tęsknoty za pracą, męczącej mnie zaraz po przyjeździe oraz potrzeby dzielenia się z Wami tym co umiem. I trochę z nadmiaru wolnego czasu 😉

 

I tak właśnie wygląda moje styczniowe Tu i teraz. Dajcie znać, co sądzicie o pomyśle na taki cykl postów Jestem niezmiernie ciekawa, czy Wam się podoba! I oczywiście piszcie w komentarzach co u Was i jak wygląda Wasza codzienność!