Wszystko albo nic?

with Brak komentarzy

wszystko albo nic zdrowie

 

Dzisiejszy wpis, dla niektórych z Was, może nie być nowością. Temat ten pojawił się w jednym z moich ostatnich newsletterów. Te z Was, które są zapisane na listę wiedzą, że to tam najczęściej dzielę się swoimi przemyśleniami. Ale po tym mailu otrzymałam od Was tyle cudownych wiadomości, o tym, że macie podobne odczucia i Wam też obecny trend wcale się nie podoba! I pomyślałam, że może warto, aby przeczytały go także te z Was, które newsletterów nie dostają.

 

A zaczęło się od tego, że jakiś czas temu dopadło mnie paskudne przeziębienie, (czyt. kilka dni spędzonych w łóżku). Podczas tego leżenia, szwendałam się trochę po „internetach” i to co do mnie docierało z każdej strony, to takie właśnie przesłanie:

 

Albo masz wszystko, albo nic. Nie ma nic pomiędzy.

Także w kwestii zdrowia i sprawności.

 

Jeśli ćwiczysz, to tak aby wylewać z siebie siódme poty. Inaczej jesteś po prostu słaba. A półgodzinnego treningu nawet nie powinnaś ośmielać się nazwać treningiem.

 

Jeśli zdrowo się odżywiasz to broń boże nawet nie patrz w kierunku cukierni. 

 

Wszyscy fizjoterapeuci, jak jeden mąż, twierdzą, że nosidło, czy chodzik dla dziecka to zło, wiec ani mi się waż go w nie wkładać. Choćby na minutę. 

 

Trampoliny są złe i kropka. 

 

Serio?!

Naprawdę tak to teraz wygląda, że nie możemy mieć nic pomiędzy?

Nie możemy po prostu poćwiczyć dla przyjemności, wybrać się na spacer dla zdrowia lub spokojną jogę po ciężkim dniu pracy?

Czy to naprawdę taki grzech jeśli zjesz kawałek tortu na 90-tych urodzinach swojej babci tylko po to, aby sprawić jej przyjemność? Zwłaszcza jeśli w pozostałym czasie odżywiasz się zdrowo?

Naprawdę będziesz najgorszą matką świata jeśli, mając do wniesienia 4 siaty z zakupami na 4 piętro + dziecko, włożyłaś je na 5 minut w  nosidełko? Lepiej zostawić małego w samochodzie?

 

Odnoszę wrażenie, że mamy wobec samych siebie zbyt wiele wymagań i oczekiwań. A bardzo często bywa też tak, że nie są to nawet nasze oczekiwania, a oczekiwania ludzi dookoła nas. 

 

Mnie takie podejście się nie podoba. Wręcz jestem zła, że taki kit nam się wciska!

Sama, choć namawiam do zdrowego tryby życia, regularnych ćwiczeń, nie zawsze mam ochotę na intensywny trening. Czasem wystarczy mi po prostu 15 minut rozciągania. I to jest jak najbardziej ok.

Co z tego, że sąsiadka z trzeciego piętra przebiegła właśnie 15 km? Może moje ciało akurat tego rozciągania w tym momencie potrzebowało? A może tylko na tyle starczyło mi dziś czasu? Najważniejsze, że miałam czas i ochotę w ogóle się poruszać.

 

Warto słuchać siebie i dopuszczać własne potrzeby do głosu. Nie zawsze musisz być najlepsza. Nie zawsze musisz mieć ochotę na dwugodzinny trening, po którym ostatkiem sił wyjdziesz z siłowni.

 

Jeśli marzysz o tym, aby spróbować ćwiczeń na trampolinach, ale z każdej strony słyszysz, że to złe, to znaczy, że powinnaś odpuścić? Wystarczy po prostu uważnie obserwować swoje ciało i w odpowiednim momencie zareagować. A do codziennego treningu dołączyć kilka ćwiczeń dna miednicy, dla bezpieczeństwa. Jeśli nauczysz się słuchać siebie, to sama będziesz swoim najlepszym trenerem.

 

Sama często namawiam Cię do pewnych rzeczy lub do rezygnacji z innych, dla zdrowia po prostu. I oczywiście, że warto dbać o kręgosłup podczas pracy lub unikać ćwiczeń, które Ci nie służą. Ale to nie oznacza, że jeśli czegoś nie możesz robić to powinnaś się poddać i zrezygnować. Bo jeśli nie wolno Ci tego, czy tamtego to nie znaczy, że całe to dbanie o siebie nie ma żadnego sensu.

 

Chodzi o to, aby znaleźć w tym wszystkim złoty środek. Nie: wszystko albo nic, ale zwracanie uwagi na potrzeby swoje i swojego organizmu. Nie ślepe podążanie za tym co mówią i robią inni, ale dostosowanie swoich działań do czasu jakim  TY dysponujesz w tej chwili i TWOICH możliwości oraz chęci.

 

I o świadomość tutaj chodzi. Nie żadne zakazy, czy nakazy. To wolno, tamtego nie wolno.

W całej tej mojej internetowej działalności, najważniejsze, co chcę Ci przekazać, to wiedza i świadomość właśnie.

Po to, abyś mogła samodzielnie wybierać i podjąć decyzję, czy dana aktywność jest dla Ciebie, w tym momencie, odpowiednia.

Po to abyś mogła polegać na sobie, swojej wiedzy i opinii, a nie na wiedzy (lub niewiedzy) innych.

Bo, niestety, o ile o korzyściach wielu różnych rodzajów ćwiczeń, czy zabiegów stosowanych dla zdrowia jest ciągle bardzo głośno, to o negatywnych skutkach już mało kto mówi. 

Ale żeby wybrać dobrze, musisz mieć świadomość tego, co wybierasz. I znać siebie oraz swoje ciało.

 

A jeśli już raz wybierzesz to nie znaczy, że to już na zawsze. Masz prawo zmienić zdanie. Zwłaszcza jeśli zmieniają się okoliczności, zdobywasz nową wiedzę czujesz, że coś, co sprawdzało się do tej pory, na danym etapie Twojego życia, nie jest już najlepszym rozwiązaniem.

 

A przede wszystkim nie próbujmy może na siłę wciskać innym naszego światopoglądu. To co sprawdziło się dla Ciebie, niekoniecznie sprawdzi się dla Twojej sąsiadki, czy przyjaciółki. I jeśli ona, od mocnych interwałów, woli jogę i szybkie spacery, to przestań ją ciągle krytykować i powtarzać, że taki trening to nie trening. Każdy ma prawo do własnego wyboru. A Tobie nic do tego.

 

My, kobiety powinnyśmy być dla siebie nawzajem wsparciem. A nie wytykać każdy najmniejszy błąd. 

 

Z taką refleksją Cię dziś zostawiam.
Daj znać jak Ty to widzisz, czy czujesz podobnie jak ja? 
I nie daj sobie nigdy wmówić, że coś robisz nie tak, jak powinnaś! Wszystko co sprawia Tobie przyjemność i czujesz, że Ci służy, na pewno jest dla Ciebie dobre. A najlepiej wyrzuć ze swojego słownika słowo „powinnaś” 🙂